O tym, że hospicjum to też życie, przekonać się mogli wszyscy uczestnicy balu karnawałowego, który zorganizowało Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku dla dzieci będących pod opieką hospicjum domowego. Oczywiście, na balu przebierańców nie zabrakło także rodzeństwa i rodziców chorych dzieci oraz dzieci pracowników hospicjum. Wspólnej zabawie w hospicjum przyglądała się Irena Łaszyn, reportażystka Dziennika Bałtyckiego.
Wszystkie wózki tańczą
Irena Łaszyn, POLSKA Dziennik Bałtycki
Dominują księżniczki i królewny, ale jest też rycerz w lśniącej zbroi, kot i pies. Podryguje żołnierz, Zorro poprawia czarną maskę, starsza pani na wózku usiłuje złapać rytm. Gra muzyka. Na parkiecie, w objęciach mamy, pojawia się żółw. A potem kolejna babcia i kolejny dziadek, ktoś trochę młodszy i ktoś trochę starszy. Wolontariusze w żółtych koszulkach potrząsają ich pojazdami. Wspólnie wywijają piruety.
- Wózeczki się rozjeżdżają! - komenderuje Michał Juszczakiewicz, znany z programu "Od przedszkola do Opola". - A teraz przybliżają się do siebie. Rozjeżdżają się i przybliżają, rozjeżdżają i przybliżają...
- Juszczakiewicz jest prawdziwy czy przebrany? - ktoś chce wiedzieć.
Piotr Kławsiuć z Fundacji Hospicyjnej w Gdańsku zapewnia, że prawdziwy, a imprezę u nich prowadzi nie po raz pierwszy. Oczywiście, za darmo. Jak wszyscy, którzy przy organizacji balu pomagają.
- To wy często w tym hospicjum balujecie?
- Kilka razy w roku - podpowiada Beata Król, pielęgniarka koordynująca pracę dziecięcego hospicjum domowego, działającego w ramach Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. - Ale rodziny naszych małych podopiecznych bywają u nas częściej. Żeby się rozerwać, złapać chwilę oddechu.
- Rozerwać w hospicjum?!
Odpowiadają chóralnie hasłem z plakatów: Hospicjum to też życie! Ono uczy, że trzeba zrobić coś dla siebie. Zacząć żyć normalnym życiem. A normalność jest wtedy, gdy można wyjść do sklepu albo do fryzjera. Gdy jest "zastępstwo" przy dziecku i gdy jest przeświadczenie, że z opiekunką będzie ono równie bezpieczne. Żeby zrobić coś dla siebie, trzeba zacząć od własnej głowy, w której jest poplątanie z pomieszaniem. Zupełnie jak na tym parkiecie podczas balu przebierańców, na którym szaleją chorzy i zdrowi, dzieci i staruszkowie, ci z miasta i ci z sal na piętrze.
W głowie trzeba sobie różne sprawy poukładać (...).
Cały reportaż przeczytasz na stronie internetowej Dziennika Bałtyckiego
powrót

