Dla opiekunów

Opowiedz nam swoją historię. Twoje doświadczenie może być dla innych bezcenne.

Wpisy  

#3 Kasia 2016-12-25 17:21
Moja maminka najdrozsza jest bardzo chora. Gasnie w oczach. Czuje straszny ból kiedy pomysle ze jej nie uslysze, nie bede mogła z nia porozmawiac. Jest moim największym przyjacielem i kocham ja najbardziej na swiecie. Jest ze mna jeszcze ale bardzo cierpi a moje serce peka kiedy jestem obok i nie mogę nic zrobić. Ja juz za nia tesknie... skarbem moim jedynym, najdrozszym. Moje zycie nie bedzie mialo sensu bez mojej kochanej mamusi...
#2 Córka 2016-11-15 13:12
A ja jestem sama. To znaczy jest mąż i syn, ale oni są poza domem często. Syn musi zrobić maturę i na tym niech się skupi. Kocham moją Mamę i chcę się nią opiekować, ale czasami nie daję rady. Dobrze, że mieszkamy razem, to łatwiej wiele rzeczy zorganizować. Ale i tak brakuje czasu. Po pracy biegiem wracam, zakupy, sprzątanie, coś ugotować, a mama nie może jeść wszystkiego i już nie wiem, co wymyślić, żeby jej ugotować. Nic jej nie smakuje, a innych rzeczy nie może. I wtedy się denerwuje. I ja też się denerwuje, bo ona już taka chudziutka jest teraz. No i mój problem największy, że Mama nie chce brać leków, nie wiem jak ją przekonać. Przychodzi lekarz z hospicjum, ale jego też nie słucha. A potem mówi, że ją boli. Nie wiem, co mam zrobić. Nawet takie specjalne plastry dostała, ale też nie chce dać sobie przykleić. Czasem się czuję taka bezradna, a przecież chce dobrze. Mam nadzieję, że to wszystko jakoś się ułoży.
#1 Anna 2016-11-08 12:45
Taka opieka w domu jest bardzo trudna. Moja mama została zdiagnozowana 4,5 roku temu. Generalnie chorowała, ale nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że ona jest tak chora, że ma takie przerzuty, że cały czas walczy z tym rakiem, bo funkcjonowała zupełnie normalnie. To w ostatnim roku pojawiły się różne ciężkie momenty. Że np. zebrała się woda w płucach, mama nie mogła chodzić wtedy już za bardzo, bo wtedy już się dusiła. Myślę, że wsparcie, które z siostrami dawałyśmy mamie, to była dobra organizacja tego wszystkiego. Bo to nie jest tak, że człowiek choruje i sobie siedzi w domu. To przecież jest bardzo dużo badań, naświetlania, chemia, i to trzeba zorganizować. Jeździliśmy wszędzie z nią, gdzie trzeba było i ona wiedziała, że może na nas liczyć. I to też było ważne, bo ona nie została z tym sama. Każdy z nas miał swoją rodzinę i mamę. Mamę, która cały czas była. Każdego dnia rano układałam tak plan dnia, żeby Mama była. A i tak czasami pojawiały się wyrzuty sumienia, że zostawiam dzieci, z drugiej strony, jak wychodzę od mamy, i od taty, bo nie tylko od mamy, to wyrzuty sumienia, że zostawiam ich na noc, samych, że tata zostaje sam z mamą, że może jej będzie duszno, że może on będzie musiał siedzieć sam i ją wachlować przez całą noc, nie pójdzie spać. Właściwie to wtedy zmieniło się wszystko, nie było życia towarzyskiego, ani nie było nawet obiadów w domu, no nie mogłyśmy gotować tutaj, bo mamie przeszkadzały te zapachy, więc ja gotowałam u siebie obiady, siostra u siebie, i przywoziłyśmy do Mamy gotowe. Ale wszystko uległo totalnemu przeorganizowaniu, liczyła się tylko Mama i tylko to miejsce, i to żeby się zająć nią. Chociaż my z siostrami nawet myśląc o tym, że Mama dożyje później starości miałyśmy już plan z rodzicami związany, że na pewno nigdy nie będzie takiej sytuacji że oni wylądują w jakimś domu starców. Absolutnie nie było takiej opcji. I teraz, w czasie tej choroby też jakoś się wspierałyśmy. Nie wyobrażam sobie jakby to było bez nich...